poniedziałek, 3 października 2011

11.


Nie wiem czy da się kogoś tak zmienić. Skąd pomysł? Jak 90% osób mojego pokroju… A nie, moment, przecież jestem wyjątkowa… A więc… Jak 90% dziewczynek w moim wieku, czuję się nieswojo i poniekąd nie na swoim miejscu i w ogóle poniewczasie. Otaczają mnie ludzie jakby nie tyle, że trochę inni, co całkowicie ode mnie różni. Tak do bólu. Studiuję nauki ściśle ścisłe, chociaż moje serce krzyczy, a nawet i duszy zdarza się zapłakać. Przerażenie, o którym wspomniałam wczoraj jakoś mimochodem, czując popołudniową wenę na jedno zdanie, odeszło. Pewnie czyha w zakamarkach jam ciała. Mówią mi, że: „Najważniejsze w życiu są fakty i liczby”, po czym uderzają ręką w stół, robią to nawet dwukrotnie (może dlatego, że nie ma odzewu od nożyc). Co ja na to? Oczy otwieram trochę szerzej niż zwykle, choć nie tak szeroko jak mogę w pełni. I myślę, że się nie dam. I że co oni tam wiedzą. I jeszcze im też trochę współczuję. Może dlatego, że nie współodczuwam. Faktem jest, że tam się nie zadomowię. Na tej ekonomii. Bądźmy szczerzy – ekonomistą to ja nie będę. W końcu mnie wyczują, otoczą i stłamszą. Pachnę im inaczej. Za mało jestem logiczna i spójna, przejawiam skłonności do buntu, nie asymiluję się, nie daję pogłaskać, ani oswoić. Może dlatego nie chcą mi wciąż dać legitymacji. Nie dam się. Nawet macierze mają w sobie wiersze. Znajduję punkty zaczepienia, dwuznaczność słów, przecieki humanizmu. Chwytam się ich rozpaczliwie, choćbym miała się poranić. Podobno jako wybitny menager powinnam mieć skłonność do ryzyka. A więc muszę się pochwalić – otóż posiadam! Halo, jestem na studiach tak matematycznych, że aż naprawdę boli, otoczona ludźmi tak twardo stąpającymi po ziemi, że aż mi gdzieś giną gdy spoglądam na nich sponad moich chmur. Stwierdziłam, że oprócz bełkotu, który tu nawet muszę przyznać, że dość systematycznie uskuteczniam, może powinnam od czasu do czasu rzucić czymś mądrzejszym niż mój chaos prywatny. Więc, jako że mam nie tylko sentyment, ale też i nawyk, który wpoiła mi, i tu znów zaskoczenie, szkoła, oglądam tę czy tą galę rozdania nagród Nike. Pierwsza niedziela października. Wygrał starszy pan, mało płodny pisarz i bez przygotowanej mowy na okoliczność odbierania nagrody. Na swój sposób ujmujący. Ale nie o nim chcę pisać. Żadnej z książek nominowanych jeszcze nie czytałam. Przypomniała mi się za to przemowa zeszłorocznego laureata i w sumie czemu nie, zacytuję. Po otrzymaniu statuetki oświadczył: „Wszystkim przyjaciołom życzę, żeby zawsze czuli to, co czują dzisiaj, wszystkim wrogom natomiast również życzę, żeby zawsze czuli to, co czują dzisiaj.”. Piękne. Idealnie oddaje naszą naturę, którą tuszujemy uśmiechem, wraz z którym nie śmieją się oczy. Nie oszukujmy się. Wróg to wróg. Życzy się mu źle, a jedyne co jest się w stanie dla niego zrobić, to udawać, że jest dokładnie odwrotnie. Przypomina mi się jeszcze „Śmierć czeskiego psa” Rudnickiego. Kakao i dużo podśmiechiwań z całej tej abstrakcji owych opowiadań i absurdu wydarzeń. I jeszcze fakt, że przyjemnie polecać, czytać jeden po drugim i móc rozmawiać i wspominać. I że każdy co innego pamięta mocniej. Przyjemnie wspominam wieczory, jeszcze licealne, przy tej książce. Jakoś wyjątkowo przyjemnie. Już sama nie wiem jak to jest ze zmianami w zakresie własnym. Taka trochę będzie kompozycja klamrowa, choc pewnie niejeden się już pogubił. Czy to tak, że jeśli się zmienić, to tylko my sami przez siebie i dzięki sobie, czy to raczej jednak inni potrafią nas zmienić, bo wytykają co trzeba bez ceregieli. Może zależy od chęci. Od tego jak bardzo chcemy się zmienić, czy też od tego jak bardzo chcą nas zmienić inni. I na ile temu komuś pozwalamy ingerować w bogactwo naszej duszy. Może nie zmieniamy się wcale, a może robimy to bezustannie. A może to świat się zmienia, lub wszyscy oprócz nas. A może ja już powinnam iść spać… 
I jeszcze pees.Częściowo odzyskuję fragmenty samej siebie zawarte w ludziach, którzy opuścili mnie na za długo. Częściowo się boję, że jestem mięczak i wybaczacz. Nie chcę zapeszać, więc dogłębniej i z puentą innym razem. Wiem, że powtórzyłam „zmieniać" po stokroć. Taki był zamysł. Oczywiście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz