poniedziałek, 28 listopada 2011


***

Niestety w tej chwili przesłania
Mam tylko niecałe dwa zdania,
Mało lecz niech nikt się nie łudzi
-wciąż wierzę w marzenia i w ludzi,

Więc kiedykolwiek ktoś powie ci
"Nie dasz rady, stój!"
Pamiętaj -
Świat nie jest jego
Jest twój.

poniedziałek, 21 listopada 2011

poniedziałek, 14 listopada 2011

Co, jeśli

Jeśli Twoje serce,
to przewiercę.
Jeśli Twoją duszę,
to uduszę.
Jeśli Twoje ręce,
to w udręce.
Jeśli Twoje usta,
to nie ustać.

Jeśli Twoje oczy,
to w nie wkroczyć.
Nie, nie tonąć...
Tylko po szyję
się zamoczyć.

niedziela, 13 listopada 2011

***

 latarnia
ckliwy neurotyk
parujący kanał
zły dotyk
myśli
mdłe fale
o smaku panna cotty

cisza,
co stoi, nie tańczy
i mnie jak sroga matka
do snu niańczy

łzami
wypełniam klosz lampy
(choć mogę wszystkie
świata klosze),
a w głowie
wciąż głosy tamtych,
co ich tak
nie znoszę.

poniedziałek, 7 listopada 2011

***

Całkiem niedawno widziałam
Ich dobre złego początki
I kogoś, co wiarą pałał
W cuda, w od reguł wyjątki...

Teraz to widzę boleśnie,
Wyraźnie jak na dłoni,
Że trzeba patrzeć na ludzi
I nie robić
I nie być jak oni.

Mnie też już kiedyś dopadła
Ta choroba obłożna.
Nienawidzę tego, że miłość
Wybacza więcej niż można.

sobota, 5 listopada 2011

Ratunku. Czy ja rozumiem? Nie. Nie rozumiem. Rozpieszczono mnie, a to jest proces nieodwracalny. Nawet kota nie da się przemienić, jak już się go rozpieści. Też byłby zaskoczony. Owszem, były fajerwerki, ale z okazji festynu eleclerca (chociaż dzięki mej bogatej wyobraźni mogę przysiąc, że przez chwilę były tylko i wyłącznie dla mnie). Gdzie te czasy kiedy to o nas się zabiega, te czarno-białe idealne czasy. Czy nie chodzi o pomysł? O zaskoczenie, piękno, sprawianie radości? Bukiet z liści, darmowy wiersz, kolacja na moście iluśtamlecia? Po co te płacze i cudze krzyki. Te łzy co jak grochy, ale ten groch co to nim jak o ścianę. Może i to wszystko umowne i w ogóle nic nie warte. A może za dużo przeciwności losu. Albo przede wszystkim może to ja jestem spaczona, wpoił mi ktoś rzeczy, których wcale nie ma i tak się za nimi uganiam dziewiętnastą już jesień, choć robię to też w innych porach. No ja nie wiem. Poddaję się. Jowisz świeci dziś jasno i radośnie. I dobrze też mieć takiego Pana White'a, co to zawsze wyśpiewa dokładnie to, co by się chciało słyszeć i jest w ogóle ponad wszystko. Oby nie do czasu.


***
Marzenia.
Kto mi je spełni,
Skoro nie Ty?
Księżyc też nie
(obaj jesteście
nie w pełni).

piątek, 4 listopada 2011

Mam jakoś tak strasznie wszystkich dosyć. Ludzie nie dość, że komplikują sobie życie, to jeszcze mnie w to wciągają. A w sumie sama się wciągam. Mam miękkie i pojemne serduszko, które pomieści w swej czeluści wszystkie problemy tego świata. I w ogóle to teraz będę taką liczbą pojedynczą, że po prostu szał w czystej postaci. Jestem w domu, znowu w domu i strasznie mi to odpowiada. Mam się gdzie podziać, ot co! Spędziłam jedną dziwną noc, okazuje się, że ludzie faktycznie nigdy nie znikają na dobre i prędzej czy później wracają, chociaż czasami pod dziwną postacią. Jakie to wszystko jest absurdalne, to aż mi słabo. No ale ostatecznie jestem jak Lara Croft, bo też mam niebieskie oczy (...) i na miłość życia też się nadaję, więc chyba nie jest aż tak źle. Dzień taniego wina uczciłam nieświadomie, acz należycie. Wstawanie w piątki to jedna z największych katastrof minionej dekady. Co mnie smuci? To, że mam tak strasznie dość i to, że niektórzy nie reagują na hasło "rekin". Co mnie nie smuci? Może i pochopny wniosek, ale ludzie się zmieniają. To by było dobre. Ciągle istnieją perełki wśród ludzi. Wierzę w to. Tylko gdzie ich szukać. Świat pęka w szwach od emocji i uczuć. Dziś w pociągu spotkałam się z nieposkromioną namiętnością. Mój towarzysz podróży tak pochłaniał paznokcie, że bałam się, że wysiądzie w ogóle bez rąk. Wystarczy się tylko rozejrzeć i przyjrzeć i w ogóle pokontemplować i zawsze się znajdzie coś niegodnego uwagi, co zapamięta się z dziecięcą łatwością i będzie się zasypiać z tym szyderczym obrazem przed oczami. Boli mnie też fakt, że pewien "dżentelmen" jest tajemniczy do bólu, a to już jest ostatnie miejsce, w którym mogę apelować o odpowiedź na chociaż jedno, dowolnie wybrane pytanie. Ponad wszystko, to ja powinnam zrobić coś ze swoim życiem. Dobrze, że jestem taka piękna i mądra, to powinno ułatwić sprawę.

środa, 2 listopada 2011

Ten wiersz ostatnio, to zupełnie nie miał tak wyglądać (używam "ć", bo dostałam niedawno w prezencie). Zginął mi entuzjazm, ale go nie szukam, bo z tymi rzeczami, co giną, to zawsze jest na przekór. Jak się szuka, to nigdzie nie ma, a jak się przestanie szukać, to po czasie trafia się na nie przez jakiś całkowity przypadek. Miałam magiczny zbieg okoliczności, lubię to w życiu. Najpierw usłyszałam o pewnej sztuczce z rzucaniem monety, orłem i reszką i takimi sprawami od żywej osoby, a później, wieczorem, oglądając film zetknęłam się ze sztuczką po raz drugi, gdzie to bohater objaśnił ją w celach romantyczno-matrymonialnych, co jest nie istotne. To dowód na to, że ludzie czarują się nawzajem ciągle tymi samymi sztuczkami i rozwiązaniami (tych nam nikt gotowych nie poda, tak wiem). Nasz fart polega na tym, że ich pula jest na tyle duża, że rzadko trafiamy dwa razy na tę samą. Chociaż czasem to też niefart, bo nabieramy się bezprzytomnie na wciąż nowe. Nie dane nam zmądrzeć. Tak czy inaczej to zawsze takie trochę chwycenie życia za nogi. Coś poszło nie tak, dwa razy to samo? W przeciągu jakichś ośmiu godzin? Ktoś zawalił i wyleci. Sama sztuczka z monetą jest pomijana przeze mnie celowo. Nie chce mi się tłumaczyć. Może i sobie rzucę monetą, chociaż tego też nie chce mi się robić. Wróciłam do domu i na szczęście udało mi się poczuć tu dobrze. Gdyby nie to, to nie było by na tym świecie dla mnie nawet pięciu moich centymetrów. Ale się poczułam. Gorzej, że trzeba wracać. Zamierzam wpakować się w kłopoty. Mogę jeszcze tylko dodać, na rzecz tego, że Pollyanna, a więc podróba Ani z Zielonego Wzgórza, mawiała, że "należy zawsze we wszystkim znaleźć jakąś dobrą stronę i cieszyć się z niej", że idąc za jej przykładem dokonałam odkrycia, że jak zaczęłam płakać, to odechciało mi się siku. Niby nie widać związku, ale jednak - co płyny, to płyny. Oprócz tego, że złota myśl jest bezdennie głupia, z całej książki i dziewczynki pamiętam tylko urywek z kimś chorym i rosołem, a brak parcia na pęcherz to taka "dobra strona" całkiem na siłę, to jest fantastycznie.