Był czas, w którym Marta wyjechała do Szkocji.
Bo dzisiaj będzie trochę o Marcie. W ogóle doszłam do wniosku, że jest w moim
życiu wielu ludzi wartych opowiedzenia. Muszę to zrobić. Opowiedzieć o nich.
Nie pamiętam dokładnej daty, ale za to napisałam wtedy parę zdań. A więc kiedy
Marta powiedziała, że wyjeżdża za dwa dni, czułam się tak:
„Nie pierwszy raz się tak czułam. Nie
pierwszy, ale chyba jeszcze nigdy nie odczuwałam tego tak dokładnie i wyraźnie.
Czułam jakby wszystko szło do przodu, wszystko oprócz mnie. Stałam na za małym
balkonie, na strzeżonym ciemnym osiedlu i mimo wszechobecnego spokoju zdawało
mi się, że jestem jedyną częścią wszechświata, która stoi w miejscu. Utknęłam,
albo zostałam w którymś momencie pominięta. Tak jakbym miała potencjał do wygranej, ale ktoś zdecydował
za mnie, że należy poddać tę partię. Wiem, że wszystko powinno opierać się na
jakimś celu, że cel powoduje koncentrację działania. Nie potrafię go odnaleźć.
Dlatego nie wiem co robić. Marta powiedziała mi dziś, że wyjeżdża i uderzyło
mnie to tak nagle, że nie potrafiłam przestać o niej myśleć. Nie byłyśmy sobie
ani bliskie ani dalekie, przynajmniej z założenia. Należy do tych osób, z
którymi łączy mnie zupełnie nadprzyrodzona nić porozumienia. Możemy nie rozmawiać
przez rok, a kiedy się spotkamy pełno jest zdań, których nie ma potrzeby kończyć,
bo dokładnie wiemy jak się kończą i pełno rzucanych porozumiewawczych spojrzeń.
Jesteśmy na jakiejś płaszczyźnie bardzo do siebie podobne i przez to chyba nie
zniosłybyśmy się na co dzień, ale współgramy świetnie raz na jakiś czas, choć
to z kolei zawsze pozostawia niedosyt. Podziwiam ją i jej zazdroszczę. Nie wiem
co bardziej, choć w gruncie rzeczy nie są to uczucia sprzeczne, więc mogą występować
razem w różnym stopniu nasilenia i nie będzie z tego problemów. Wystarczy na
nią spojrzeć, żeby mieć pewność, że jej się w życiu uda, a jeśli się nie uda,
to będzie to ogromnie nieporozumienie. Jest jedną z tych osób, w których się
wszystko gotuje, które nie tyle się nie boją, ale mają w sobie więcej odwagi
niż strachu. Wiem, że się nie pożegnamy, bo nie będzie okazji, że długo się nie
zobaczymy i że wiele się zmieni. Boję się, że odnajdzie to, czego w życiu
szuka, odnajdzie cel, wiarę w ludzi i w końcu odnajdzie siebie. Boję się, że
wtedy nas zagubionych będzie o jedną osobę mniej i kiedy będę jej o moim
zagubieniu opowiadać, nie będzie już mnie rozumieć. Popatrzy na mnie z
uśmiechem i powiem mi jakie życie jest proste, a ja będę wiedziała, że mnie nie
pojmuje. Z drugiej strony bardzo chcę żeby tak było. Niech się odnajdzie i
uzna, że to śmieszne być zagubionym. Niech nas będzie o jeden mniej.”
Potem widziałyśmy się we wrześniu, a wrzesień
był miesiącem, w którym robiłam różne rzeczy, ale głównie zajmowałam się
czekaniem na październik. Wiedziałam, że wszystko co wakacje miały mi do
zaoferowania mam już za sobą. Wizyta Marty chyba pomogła nam wszystkim. Mnie,
Ali (tak, o niej też będzie trzeba pomówić) i w końcu Marcie samej w sobie.
Nabrałyśmy sił i rozeszłyśmy się we wszystkie strony świata. Patrząc na to z
perspektywy czasu (co brzmi absurdalnie, bo minęło trochę ponad miesiąc!),
myślę że to nasze spotkanie i wyprawa w góry, a w końcu siedzenie z wódką na
dachu schroniska, wiele zmieniło w moim myśleniu. Widziałyśmy się krótko, aczkolwiek intensywnie. Okazało się, że znów nie będzie okazji się pożegnać. I tak Marta opuściła nas tanimi liniami po raz drugi, po raz drugi bez łezki w oku i z przekonaniem, że jeszcze się zobaczymy i będzie czas na płacz. Nie zobaczyłyśmy się i płaczu nie było, ale może to i lepiej. Pożegnania są przygnębiające, a przecież mamy zamiar zawładnąć światem w różnych jego zakątkach, więc nie ma się co rozczulać.
Sytuacja od jej wyjazdu zmieniła się o tyle,
że dalej nie mamy pojęcia co ze sobą zrobić, ale za to teraz patrzymy na to z
przymrużeniem oka, bo wiemy że jesteśmy stworzone do wyższych celów! I w
związku z tym chciałabym zaprosić Was w pewne miejsce, które powstało ku
pokrzepieniu serc. Jeśli lubicie sobie czasami mnie poczytać, to polubicie
sobie czasami poczytać i Martę. Jest tam
inaczej niż tu, chyba weselej.
Oczywiście to dwie różne sprawy: tu i tam.
Będę tu dalej zaglądać, oby nie tak rzadko jak do tej pory!
A więc jest takie miejsce w sieci, gdzie od
niedawna z Martą nie narzekamy!