sobota, 5 listopada 2011

Ratunku. Czy ja rozumiem? Nie. Nie rozumiem. Rozpieszczono mnie, a to jest proces nieodwracalny. Nawet kota nie da się przemienić, jak już się go rozpieści. Też byłby zaskoczony. Owszem, były fajerwerki, ale z okazji festynu eleclerca (chociaż dzięki mej bogatej wyobraźni mogę przysiąc, że przez chwilę były tylko i wyłącznie dla mnie). Gdzie te czasy kiedy to o nas się zabiega, te czarno-białe idealne czasy. Czy nie chodzi o pomysł? O zaskoczenie, piękno, sprawianie radości? Bukiet z liści, darmowy wiersz, kolacja na moście iluśtamlecia? Po co te płacze i cudze krzyki. Te łzy co jak grochy, ale ten groch co to nim jak o ścianę. Może i to wszystko umowne i w ogóle nic nie warte. A może za dużo przeciwności losu. Albo przede wszystkim może to ja jestem spaczona, wpoił mi ktoś rzeczy, których wcale nie ma i tak się za nimi uganiam dziewiętnastą już jesień, choć robię to też w innych porach. No ja nie wiem. Poddaję się. Jowisz świeci dziś jasno i radośnie. I dobrze też mieć takiego Pana White'a, co to zawsze wyśpiewa dokładnie to, co by się chciało słyszeć i jest w ogóle ponad wszystko. Oby nie do czasu.


***
Marzenia.
Kto mi je spełni,
Skoro nie Ty?
Księżyc też nie
(obaj jesteście
nie w pełni).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz