piątek, 4 listopada 2011

Mam jakoś tak strasznie wszystkich dosyć. Ludzie nie dość, że komplikują sobie życie, to jeszcze mnie w to wciągają. A w sumie sama się wciągam. Mam miękkie i pojemne serduszko, które pomieści w swej czeluści wszystkie problemy tego świata. I w ogóle to teraz będę taką liczbą pojedynczą, że po prostu szał w czystej postaci. Jestem w domu, znowu w domu i strasznie mi to odpowiada. Mam się gdzie podziać, ot co! Spędziłam jedną dziwną noc, okazuje się, że ludzie faktycznie nigdy nie znikają na dobre i prędzej czy później wracają, chociaż czasami pod dziwną postacią. Jakie to wszystko jest absurdalne, to aż mi słabo. No ale ostatecznie jestem jak Lara Croft, bo też mam niebieskie oczy (...) i na miłość życia też się nadaję, więc chyba nie jest aż tak źle. Dzień taniego wina uczciłam nieświadomie, acz należycie. Wstawanie w piątki to jedna z największych katastrof minionej dekady. Co mnie smuci? To, że mam tak strasznie dość i to, że niektórzy nie reagują na hasło "rekin". Co mnie nie smuci? Może i pochopny wniosek, ale ludzie się zmieniają. To by było dobre. Ciągle istnieją perełki wśród ludzi. Wierzę w to. Tylko gdzie ich szukać. Świat pęka w szwach od emocji i uczuć. Dziś w pociągu spotkałam się z nieposkromioną namiętnością. Mój towarzysz podróży tak pochłaniał paznokcie, że bałam się, że wysiądzie w ogóle bez rąk. Wystarczy się tylko rozejrzeć i przyjrzeć i w ogóle pokontemplować i zawsze się znajdzie coś niegodnego uwagi, co zapamięta się z dziecięcą łatwością i będzie się zasypiać z tym szyderczym obrazem przed oczami. Boli mnie też fakt, że pewien "dżentelmen" jest tajemniczy do bólu, a to już jest ostatnie miejsce, w którym mogę apelować o odpowiedź na chociaż jedno, dowolnie wybrane pytanie. Ponad wszystko, to ja powinnam zrobić coś ze swoim życiem. Dobrze, że jestem taka piękna i mądra, to powinno ułatwić sprawę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz