Dokładnie wiem jakie procesy zachodzą w mojej głowie. Co
próbuję czym zastąpić, co wlewam w ogarniającą mnie momentami pustkę. Dokładnie
wiem, że widzę rzeczy i ludzi nie takimi jakie są naprawdę, ale takimi jakie
sama je dla siebie stworzyłam. Wiem jak bardzo mydlę sobie oczy i wiem czym to
robię. I tylko czasami mi przykro, bo tkwię w tym za głęboko i w końcu prędzej
czy później przypominam sobie po raz kolejny na nowo, że ludzie są do niczego,
mimo że nie tak planowałam.
Są momenty, w
których nie potrzebuję ani jednego spojrzenia, żadnego gestu, nie chcę pomocy.
Kiedy dokładnie wiem którędy iść i jak najlepiej to zrobić. Serce bije w lekkim
przyspieszeniu, ale mimo wszystko miarowo. Jestem i to jedyne czego jestem
pewna. Poruszam się. Ciągle. Nie chcę i chyba nie potrafię się zatrzymać. Przede
wszystkim nie chcę. Dlatego nie przeszkadza mi, że nie potrafię.
Są też takie
momenty, w których wchodzę na szczyty kobiecości. Wtedy wymagam objęcia
ochroną. Jestem słaba, bezradna i bezładna. Bezmyślna i lekkomyślna
jednocześnie. Wtedy serce często przyspiesza na wyobrażenie jakiegoś
krótkotrwałego obrazu szczęścia, faktury cudzej skóry, głębi cudzych oczu,
delikatności cudzych gestów. Daję się oszukać i robię to specjalnie.
Jestem nicością
rozciągniętą pomiędzy dwoma skrajnościami, nie potrafiącą wybierać, pozbawioną
jednoznaczności. Jestem trudna i nie potrafię się pojąć. Paradoksalnie kiedy
ktoś staje na mojej drodze pustka wewnątrz mnie jedynie się powiększa. Muszę iść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz