sobota, 12 maja 2012

59.


     Dokładnie wiem jakie procesy zachodzą w mojej głowie. Co próbuję czym zastąpić, co wlewam w ogarniającą mnie momentami pustkę. Dokładnie wiem, że widzę rzeczy i ludzi nie takimi jakie są naprawdę, ale takimi jakie sama je dla siebie stworzyłam. Wiem jak bardzo mydlę sobie oczy i wiem czym to robię. I tylko czasami mi przykro, bo tkwię w tym za głęboko i w końcu prędzej czy później przypominam sobie po raz kolejny na nowo, że ludzie są do niczego, mimo że nie tak planowałam.
    Są momenty, w których nie potrzebuję ani jednego spojrzenia, żadnego gestu, nie chcę pomocy. Kiedy dokładnie wiem którędy iść i jak najlepiej to zrobić. Serce bije w lekkim przyspieszeniu, ale mimo wszystko miarowo. Jestem i to jedyne czego jestem pewna. Poruszam się. Ciągle. Nie chcę i chyba nie potrafię się zatrzymać. Przede wszystkim nie chcę. Dlatego nie przeszkadza mi, że nie potrafię.
    Są też takie momenty, w których wchodzę na szczyty kobiecości. Wtedy wymagam objęcia ochroną. Jestem słaba, bezradna i bezładna. Bezmyślna i lekkomyślna jednocześnie. Wtedy serce często przyspiesza na wyobrażenie jakiegoś krótkotrwałego obrazu szczęścia, faktury cudzej skóry, głębi cudzych oczu, delikatności cudzych gestów. Daję się oszukać i robię to specjalnie.
    Jestem nicością rozciągniętą pomiędzy dwoma skrajnościami, nie potrafiącą wybierać, pozbawioną jednoznaczności. Jestem trudna i nie potrafię się pojąć. Paradoksalnie kiedy ktoś staje na mojej drodze pustka wewnątrz mnie jedynie się powiększa. Muszę iść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz