niedziela, 11 września 2011

6.


Zakładając, że każdy człowiek powierza komuś tajemnicę, muszę stwierdzić, że nikt nikogo nie zna tak naprawdę do końca. Ludzie nie zawsze zwierzają się najbliższym. Nie zawsze zwierzają się tylko jednej osobie. Co jeśli się pogubimy i okaże się, że ci, którzy powinni znać nas najlepiej, znają tylko setną część naszej duszy. I czy w ogóle da się wiedzieć o kimś wszystko? Nie jest przypadkiem tak, że każdy z nas ma na samym dnie serca sekrety, które nigdy stamtąd nie wychodzą? Nie chodzi o to, że nie chcemy czegoś wyjawiać. Że staramy się skrzętnie zataić wstydliwe sprawy. To byłoby trudne. Chodzi raczej o proces bardziej ulotny. Podświadomy. Te krótkie myśli, które palą się zaledwie kilka sekund tym żywym ogniem, a potem stają się nagie i nieuchwytne. Myśli na tyle dziwne, że nie wypowiadamy ich głośno nawet przed samym sobą. Nie chcemy by nam towarzyszyły. Przeraziłyby nie tylko innych, ale i nas samych. Może jest w nas jakiś chory instynkt, drzemiąca potrzeba siania niepokoju, krótkotrwałe wyobrażenie bycia po drugiej stronie, braku skrępowania. Zaskakujące nawet nas samych fantazje nie nadają się do publikacji. Za bardzo wyziera z nich zwykła ludzka niepoczytalność, której namiastkę kryje w sobie wnętrze każdego z nas. Dlaczego nikt nie zna nas w pełni? Bo sami siebie w pełni nie znamy. Kreujemy coraz to nowe oblicza własne, by być tym kim chcemy. Może i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że czasem stajemy się kimś kto nam nie odpowiada, kto nas drażni i przyprawia o mdłości. Tak jakbyśmy nie mieli nad tym procesem pełnej i świadomej kontroli, jakby wypadała nam z rąk i nagle sprawowała się samoczynnie. Kim jestem? Nasuwa się kilka oczywistych stwierdzeń. Pleć, wiek, cechy nie-szczególne. Tylko jakie to ma znaczenie. Więc kim jestem? Nie wiem. Kim chciałabym być? Każdego dnia odpowiedź przedstawia się inaczej. Może nikim. Kto zna mnie w pełni? Nikt. Składam się w 80% z wody. Reszta to pewnie pomieszanie, nie chcę wiedzieć, wypadkowa czynów, chęci, starań i oddziaływania innych. Mam może ze dwie tajemnice średniego stopnia, kilka cudzych, zapewne wiele nieopowiedzianych historii. Kolekcjonuję sentymentalne, nazywajmy rzeczy po imieniu, śmieci. Kilka dziwnych przedmiotów w portfelu, pełno kartek, cudze włosy i może kilka biletów. Kolekcjonuję wszelkiego typu wspomnienia. Zapominam. O wielu rzeczach zapominam i jestem na siebie wściekła. Zapominam o rzeczach ważnych, o cudzych drobnych gestach, które tak wiele w danej chwili znaczyły, o kluczowych słowach, o ludziach z przeszłości, o sytuacjach. Zapominam, ale staram się tym zawładnąć. Zawsze coś w nas zostaje. Założę się, że zawsze. Nawet jeśli tego nie chcemy, to i tak, jeśli chodzi o pełne poznanie,  stanowimy biegun względnej niedostępności,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz