Zakładając, że każdy człowiek powierza komuś tajemnicę,
muszę stwierdzić, że nikt nikogo nie zna tak naprawdę do końca. Ludzie nie
zawsze zwierzają się najbliższym. Nie zawsze zwierzają się tylko jednej osobie.
Co jeśli się pogubimy i okaże się, że ci, którzy powinni znać nas najlepiej,
znają tylko setną część naszej duszy. I czy w ogóle da się wiedzieć o kimś
wszystko? Nie jest przypadkiem tak, że każdy z nas ma na samym dnie serca
sekrety, które nigdy stamtąd nie wychodzą? Nie chodzi o to, że nie chcemy
czegoś wyjawiać. Że staramy się skrzętnie zataić wstydliwe sprawy. To byłoby
trudne. Chodzi raczej o proces bardziej ulotny. Podświadomy. Te krótkie myśli,
które palą się zaledwie kilka sekund tym żywym ogniem, a potem stają się nagie
i nieuchwytne. Myśli na tyle dziwne, że nie wypowiadamy ich głośno nawet przed
samym sobą. Nie chcemy by nam towarzyszyły. Przeraziłyby nie tylko innych, ale
i nas samych. Może jest w nas jakiś chory instynkt, drzemiąca potrzeba siania
niepokoju, krótkotrwałe wyobrażenie bycia po drugiej stronie, braku
skrępowania. Zaskakujące nawet nas samych fantazje nie nadają się do
publikacji. Za bardzo wyziera z nich zwykła ludzka niepoczytalność, której
namiastkę kryje w sobie wnętrze każdego z nas. Dlaczego nikt nie zna nas w
pełni? Bo sami siebie w pełni nie znamy. Kreujemy coraz to nowe oblicza własne,
by być tym kim chcemy. Może i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że
czasem stajemy się kimś kto nam nie odpowiada, kto nas drażni i przyprawia o
mdłości. Tak jakbyśmy nie mieli nad tym procesem pełnej i świadomej kontroli,
jakby wypadała nam z rąk i nagle sprawowała się samoczynnie. Kim jestem? Nasuwa
się kilka oczywistych stwierdzeń. Pleć, wiek, cechy nie-szczególne. Tylko jakie
to ma znaczenie. Więc kim jestem? Nie wiem. Kim chciałabym być? Każdego dnia
odpowiedź przedstawia się inaczej. Może nikim. Kto zna mnie w pełni? Nikt.
Składam się w 80% z wody. Reszta to pewnie pomieszanie, nie chcę wiedzieć, wypadkowa
czynów, chęci, starań i oddziaływania innych. Mam może ze dwie tajemnice
średniego stopnia, kilka cudzych, zapewne wiele nieopowiedzianych historii. Kolekcjonuję
sentymentalne, nazywajmy rzeczy po imieniu, śmieci. Kilka dziwnych przedmiotów
w portfelu, pełno kartek, cudze włosy i może kilka biletów. Kolekcjonuję
wszelkiego typu wspomnienia. Zapominam. O wielu rzeczach zapominam i jestem na
siebie wściekła. Zapominam o rzeczach ważnych, o cudzych drobnych gestach,
które tak wiele w danej chwili znaczyły, o kluczowych słowach, o ludziach z
przeszłości, o sytuacjach. Zapominam, ale staram się tym zawładnąć. Zawsze coś
w nas zostaje. Założę się, że zawsze. Nawet jeśli tego nie chcemy, to i tak,
jeśli chodzi o pełne poznanie, stanowimy
biegun względnej niedostępności,
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz