Dziś przełamuję stereotyp własny. Zawsze noc wydawała mi się
bardziej twórcza i odkładałam wszystko na wieczór. A tu proszę. Rozwijam się
artystycznie, z miernymi efektami, w środku dnia. Sprawy sentymentu i tym
podobne. Poza tym nie mogę przywyknąć do komputera. Zagorzała fanka kartki i
długopisu. Bo ta biała sztuczna strona na ekranie bije po oczach i wytrąca mnie
z przemyśleń i równowagi. Nawet jeśli staram się patrzeć w klawiaturę, to ona i
tak tam jest. Parę centymetrów wyżej. I dalej rozprasza. I co mi po tym, że
szybciej. Sama nie wiem. Kiedyś było inaczej. Ludzie pisali przy świeczce,
piórem i w ogóle na pergaminie czy czym tam. A potem też fajnie, na maszynie.
Kiedyś ludzie mieli więcej czasu i nie mieli ekranu, z którego płynie tak
drażniące w ciemności światło. Kiedyś ludzie pewnie się nie kłócili, byli
szczęśliwsi i jeszcze pewnie nie robili kupy. Kiedyś to było!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz