sobota, 10 września 2011

5.


Dziś przełamuję stereotyp własny. Zawsze noc wydawała mi się bardziej twórcza i odkładałam wszystko na wieczór. A tu proszę. Rozwijam się artystycznie, z miernymi efektami, w środku dnia. Sprawy sentymentu i tym podobne. Poza tym nie mogę przywyknąć do komputera. Zagorzała fanka kartki i długopisu. Bo ta biała sztuczna strona na ekranie bije po oczach i wytrąca mnie z przemyśleń i równowagi. Nawet jeśli staram się patrzeć w klawiaturę, to ona i tak tam jest. Parę centymetrów wyżej. I dalej rozprasza. I co mi po tym, że szybciej. Sama nie wiem. Kiedyś było inaczej. Ludzie pisali przy świeczce, piórem i w ogóle na pergaminie czy czym tam. A potem też fajnie, na maszynie. Kiedyś ludzie mieli więcej czasu i nie mieli ekranu, z którego płynie tak drażniące w ciemności światło. Kiedyś ludzie pewnie się nie kłócili, byli szczęśliwsi i jeszcze pewnie nie robili kupy. Kiedyś to było!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz