Ocieplanie całego osiedla i te jaskrawe kolory. Kto dał
zgodę na każdorazową chłostę moich oczu i wprawianie w płacz mojego poczucia piękna?
Trzeba przyznać, że wzory szalone i odważne. Dodajmy trochę pikanterii. Ulicę
świętego Wojciecha w 80 procentach zamieszkuje grupa społeczna 60+. Może to z
uwagi na nich. Może ten wrzaskliwy pomarańcz ma sprawić, że w żyłach znów
zacznie gotować się krew i końcówki członków, nie będą już ziały starczym
lodem. W zasadzie jestem wdzięczna. Jako całokształt wszystko prezentuje się
wyśmienicie. Ta groteskowość osiedla nadała kolorów (o ironio!) niejednemu
mojemu szaremu popołudniu. Tak czy inaczej współczuję pani z warzywniaka. Okno naprzeciwko
kasy wychodzi dokładnie i tylko na ową wspomnianą już soczystą pomarańczę. Stoi,
niby jak zawsze, zamyślona, podparta pod boczki. Spokojna – nic bardziej
złudnego! Ten kolor… Buzuje w nim niemy krzyk. Zakładam, że prędzej czy później
obudzi się w niej diabeł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz