Względem samopoczucia. Nie, nie czułam się nigdy gorzej. Przychodzi taki dzień, w którym ma się świadomość jak bardzo się jest ‘nikim’. Niezwykle depresyjny tydzień. Zaiste, niezwykle. Któż to sobie ze mną pozwala tak poczyniać? Hohoho. Wyborny test! Czasami mówiłam o innych, że są gównem, a teraz tak patrzę, że sama też nim poniekąd jestem (poniekąd dodałam tak dla pocieszenia). Może i miałam wcześniej gdzieś przebłyski, ale podobno swojego smrodu się nie czuje, więc tkwiłam w tej gównianej nieświadomości. Nie mam pojęcia co zmienić. To znaczy jakieś tam pojęcie mam, ale nie jest to gwarancja zmiany na lepsze, a za byle jaką zmianę, to ja bardzo dziękuję. Więc tak, faktycznie się męczę, nie jestem na swoim miejscu można powiedzieć i w ogóle wszystko inne to też prawda. I myślę, że co pierwszy człowiek w moim wieku ma takie odczucia. No może co drugi. Więc jak jeszcze ktoś by chciał wiedzieć, czemu to ja – jednostka ewidentnie ukierunkowana humanistycznie (bez dwóch zdań wybitna) jestem na ekonomii, to już tłumaczę. Otóż tak, to prawda, jestem lepsza z polskiego, a poszłam w stronę matematyki. Bo się da. Bo Leonardo da Vinci był geniuszem w każdej dziedzinie, a ideały i wzorce trza mieć konkretne i porządne. Żarty żartami. Nie wiem czemu robię to co robię i nie rozumiem czemu robię to w tak kiepskim stylu. Ale a niech mnie i co mi tam. Powinnam pisać, tak słyszałam. No więc piszę. Muszę dodać, że jestem niezwykle kreatywna. Dzisiaj otrzymałam mmsa z Niagarą w tle i kanadyjskimi buziakami. Więc w ramach rewanżu udałam się do toalety, odkręciłam wodę w umywalce, zrobiłam sobie zdjęcie na tle strumienia i przesłałam za Atlantyk wraz ze złotą myślą brzmiącą tak: „Bo każdy ma taki wodospad, na jaki zasługuje”. Taki tam rodzinny żarcik.
Żeby jednak nie było tak zabawnie, to dodam tylko, że życiowo sobie absolutnie ostatnio nie radzę. Powrót do domu byłby zbawienny, gdyby nie fakt, że trzeba się podzielić informacjami z mojego życia, które definitywnie wpłyną niekorzystnie na wszelkie stosunki wewnętrzne i ogólnie panującą atmosferę.
Ale żeby z kolei też nie zasmucać szerokiego grona czytelników, to specjalnie dla wszystkich z dużym ciężarem życiowego utrapienia w postaci np. zawalonych studiów, uczucia że jest się gównem i tego typu rzeczy, przytoczę anegdotkę z mojego ulubionego mpk dotyczącą życia i problemów.
Dialog (dwóch mężczyzn, wiek ewidentnie studencki)
osoba A: -wiesz czego najbardziej się boję?
osoba B: - czego?
A: -że przychodzę na domówkę, jestem już w środku i okazuje się, że całe towarzystwo to pięciu hipsterów i ja i już nie mogę się wycofać.
B: -no to jest zawsze straszne...
Nie wiem czy aby tylko mi, czy może wam też takie historie śnią się po nocach i skrapiają czoło potem i pot czołem. Głównie dlatego ja osobiście źle sypiam. A co dopiero przeżyć coś takiego naprawdę. Istny koszmar. Piekło. Dlatego zawsze kiedy wydaje wam się, że wasze problemy są nie do przejścia, że gorzej być nie może, przypomnijcie sobie o tych biednych bohaterach mojej anegdotki i o ich życiowych bataliach ze złem tego hipsterskiego świata. Oni marzą o tym żeby mieć czas na myślenie o takich błahostkach jak pytania typu „co zrobić ze swoim życiem”.
Swoją drogą w autobusie była też kobieta, której na wejściu musiałam się przyjrzeć przez dobre kilka sekund żeby zidentyfikować płeć, z takim leniwym uśmiechem. Takim, co to się z nim czasami każdemu zdarzy wsiąść w autobus. Takim, co to jest niezatartym jeszcze wspomnieniem jakiegoś miłego drobiazgu, który przydarzył się w ciągu dnia. Albo czasami, jak ma się więcej szczęścia, to nawet nie drobiazgu. I tak patrzyłam na nią, ja i to całe moje przygnębienie, i myślałam sobie, że jest taka nieświadoma, że za parę dni nasze role się odwrócą . Muszą się odwrócić. Zawsze się odwracają. I będziemy jechać, i ona nagle taka cała w depresji, a ja cała w skowronkach. Może nie dosłownie my dwie, ale no chodzi generalnie o tę przyrodniczą równowagę i o to że po złym dobre i na odwrót i o inne filozoficzne bzdury... Tak już na marginesie całkiem, ta postać generalnie była dość przerażająca. Z tej puli, co ma się wrażenie, że nie bez powodu wysiadają na tym samym przystanku co my i oglądamy się około trzech razy za siebie czy przypadkiem za nami nie idzie. Ale nie szła. I jeszcze tylko mogę dodać, że lubię piątkowe noce, bo można nie spać tak bez konsekwencji. Nadrobić w sobotę. W sobotę nie wstawać.
i w podziękowaniu za almost jedyne wsparcie
***
W miejsce starych panów kłopotów,
przybyli dziś nowi.
I jest źle nie tylko kotu,
ale też kotowi.
Zjaw się, a nie będę się jeżyć,
ani nawet kulić ogona.
Wezmę tych panów w garść,
by ich zmierzyć
i (być może) pokonać.
Są też tacy, co na mnie konstruktywnie dużo krzyczą, aż do wyczerpania zapasów i pewnie będę znanym pisarzem z kupą znajomości. Dzięki nim.
Na wstępie zaznaczę że fakt, powinnaś pisać. Bo Twój tekst się czyta niezwykle lekko i przyjemnie ;) a co do studiów i przygnębienia.. hmm musi spaść dużo białego puchu co by buzia się więcej uśmiechała; )) bo gdy jest taka nijaka pogoda to sam mam takie destrukcyjne myśli. a studia, co tam studia. ja dobry nie byłem ani z matmy ani z polskiego a na politechnice wylądowałem:D i żyje o zgrozo....
OdpowiedzUsuńBędzie dobrze ;) najgorsze to przejść pierwszy rok! potem już z górki..
Pozdrawiam Asiu ;-)
Nie spodziewałam się tu Ciebie! :) Wiadomo, raz jest lepiej, raz gorzej. Czasami trzeba ponarzekać, a dobrze jest miec gdzie. Dlatego ostrzegam, że często mi się to tu zdarza! No i dziękuję za komplement (o pisaniu) i za wsparcie :) Już połowa pierwszego roku za mną, więc mam nadziej, że będzie tylko lepiej. Pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuń