poniedziałek, 16 stycznia 2012

23

Z zaskoczeniem stwierdzam, że po kilku godzinach siedzenia z zasłoniętymi oknami wyszłam na balkon (to jeszcze nie to zaskoczenie) i okazało się, że pada śnieg (to już to). I tak myślę, że w sumie fajnie, ale gdzie był w święta to nie wiem. Po co to komu w czasie sesji i mając jutro na jakieś straszne rano. Moje drogie mpk pewnie przestanie przyjeżdżać przed czasem (do tego już doszło!) i może zacznę zdążać na cokolwiek. Wybiłam na tym balkonie trochę szarych komórek i już jestem spokojniejsza. Jak się ma taki wybitny umysł to trzeba go czasem okiełznać, ot co. Mroźne powietrze też było całkiem odpowiednie. Chociaż ciało wytoczyło mi protest, po jakichś 2 minutach było już względnie wychłodzone, więc wróciliśmy (ja i ciało).  Myślałam, że napiszę, bo nawet kłębiło mi się sporo myśli, ale chyba je też wytłukłam. Nie piszę. W ogóle już nie piszę. Kiedyś wszystko było inaczej. Brakowało na to czasu, aż żal było, że to wszystko ucieknie jak się nie dorwie kartki. Nie wiem co ze mną. Jestem ostatnio nieudana życiowo. Nic nie idzie za dobrze. Nawet daruję sobie rozmowy z kimkolwiek, bo dziś zbyt dużo razy spudłowałam, jakoś jestem dziś jakby gdzie indziej niż reszta świata. Dużo rzeczy, które ostatnio wypełniały mnie, którymi żyłam, przejmowałam się, chciałam pomóc stały się dla mnie takie absolutnie obojętne. Jakby minęło od tego wszystkiego kilkanaście lat i wracają tylko jakieś tam wspomnienia. Są też stracone okazje. Kiedy mam na końcu języka jakiś wniosek, stwierdzenie, które byłoby dla kogoś dobre, ale druga osoba kompletnie nie jest gotowa tego przyjąć. I wiem, że to już będzie nie do odzyskania. I żałuję tej chwili za nas oboje. Bilans tygodnia? Czasami nie ważne ile się starasz i jak dużo pracy w coś włożysz- i tak nie wyjdzie. Teoretycznie wiem co się wtedy robi. Po prostu trzeba odpuścić i się nie poddawać. Jeśli jest źle, to znaczy, że za jakiś czas będzie dobrze. Tyle że w praktyce trochę to wszystko boli i ma się ochotę rzucić tym o ścianę i jechać w takie jedno miejsce w Polsce w okolicach Warszawy, jedyne, w którym cisza i spokój są bardziej potężne od burzy. I nic by nie było w tym złego, gdyby nie przekonanie, że nie będzie tak, że nagle pojawi się zapał i po powrocie, z nową energią wszystko tu sobie poukładasz. Wiem, że nie będzie się chciało wracać. Bilans tygodnia. A więc zawsze coś miłego jednak się zdarzy. Miły był pan ślusarz, na którego czekałam pięć godzin na korytarzu po tym jak okazało się, że ktoś próbował mi się włamać do mieszkania. Okazało się, że po pięciu godzinach nie ma śladu po łezce, która zakręciła się żwawo w mym oku na myśl o tym, że dnia następnego mam zaliczenie, na które miałam się właśnie uczyć. Ale włamanie to włamanie. Cóż począć. I tu pojawia się kwestia szczęścia. Otóż opowiadałam sytuację siostrze i użyłam stwierdzenia, że „mam pecha”, na co ona odpowiedziała mi „no co Ty! Masz szczęście! Przecież nie udało im się włamać”. No dobra, ale w takim razie co mają ludzie, którzy nie mieli nawet próby włamania i wrócili do domu jakby nigdy nic? Rutynę? Czy raczej szczęściem jest to, że to nie do Ciebie się włamują tylko do sąsiada? Kiedyś napiszę o szczęściu jakiś esej. Bilans tygodnia. Zdarza mi się pic moją kawę. Moja kawa to nie jest kawa w domu. Moja kawa to jak idę w miejsce to co zawsze i jest pan ten co zawsze. Chociaż kiedyś pana tam nie było, a kawa i tak była tam moja. Ale teraz pan jest, więc i kawa moja i pan też mój. No i to bardzo przyjemne, kiedy się przychodzi i ktoś Cię rozpoznaje. Coraz rzadziej się tak dzieje w dużych miastach. Ale mój pan w dredach zawsze oprócz kawy sprzedaje mi też uśmiech. Chociaż w sumie nie wiem czy to nie jest jakiś gratis. Za pięć pieczątek. Za zebranie 350 punktów. Albo może taki absolutny gratis. Przychodzę po okropnym dniu na moją kawę. I dostaję kubek, a tam serduszko wyrysowane w pianie. Dlatego lubię ludzi. Często jak chcą pomóc, to im nie wychodzi, ale za to nieświadomie podnoszą na duchu najpiękniej.

PS: Znalazłam kogoś w odpowiednim nastroju na dziś dla mnie! Tuwim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz