Humaniści, wy to powinniście wiedzieć, oraz rola przypadku.
Zacznę o pogodzie, co by się rozgrzać (o ironio). W dużym mieście mało śniegu, ale to i dobrze. Komunikację miejską przytłoczyły wystarczająco te poranne trzy centymetry. Zima w Kłodzku to zupełnie co innego. Wszędzie blisko, więc nie marznie się zbyt długo we wszystkich ewentualnych „przejściach”. Przez wszelkie okna za to zima wygląda bajkowo. I śniegu dużo i ludzi mało, więc nie zadeptany i nie, jak to się mówi, breja. Jednak bardziej niż za Kłodzką zimą tęsknię do słońca.
Co jest ratunkiem dla humanisty studiującego ekonomię? Obowiązkowe przedmioty humanistyczne! Przyniósł mi je drugi semestr. Mimo złej pogody i mimo może nie złej, ale na pewno jakiejś lekko obrażonej passy, staram się nie tracić ducha. Ten mróz chyba musi mnie kosztować dużo energii, tak przypuszczam, bo skoro nawet mój telefon się poddaje i rozładowuje w tempie błyskawicznym, to czego tu wymagać od człowieka. Nowy semestr jest semestrem porannym, co jest mi i na rękę i na nie rękę. Fajnie wstać rano, wrócić wcześniej, mieć świadomość, że się czasu nie marnuje. Jednak o 7 rano mam na ten temat absolutnie odmienne zdanie i chętnie zmarnowałabym jeszcze trochę czasu na sen na przykład. Jako pierwsza humanistka ratować moją ekonomiczną egzystencję miała socjologia. Komunikacja miejska zawiodła. Po raz pierwszy ona mnie, a nie ja ją. I tak oto pocałowałam klamkę. Pan od socjologii, najwyraźniej z jakichś socjologicznych pobudek, o których jeszcze nie mam zapewne pojęcia, wyzamykał się punkt ósma na klucz i wraz z tym wydarzeniem, wykład się dla mnie skończył. Tak czy inaczej doszukując się dobrych stron, mogę powiedzieć, że gdyby nie on, nigdy nie wybrałabym się w -13 stopni o 8:00 na poranną kawę i prasówkę, ot co.
Życie się nami bawi. I to, mam wrażenie, bawi się całkiem nieźle. Czasami wydaje mi się, że ktoś siedzi i ciężko pracuje w Departamencie do Spraw Przypadku i Zbiegów Okoliczności. I że ta praca daje mu dużą satysfakcję. Sprawia, że np. wykupujemy rejs po Nilu i spotykamy na pokładzie statku starego znajomego, osobę poznaną w pociągu w drodze na koncert widzimy w środku kilkutysięcznego tłumu tuż obok siebie. Zapewne w takim momencie owy pracownik obserwuje naszą minę (a przynajmniej ja robiłabym tak na jego miejscu) i jest z siebie bardzo dumny. Takie rzeczy się zdarzają, nie wiedzieć czemu. I tak właśnie pisząc nie dalej, jak przedwczoraj o brydżu i przyjaźni przychodzę na wykład z filozofii. I słyszę o przyjaźni i brydżu. Pan K. okazuje się być niezłym oryginałem z poczuciem humoru, do którego nie każdy ma dystans i z dużą wiedzą. Naświetlił wiele ciekawych rzeczy i o ile to nie budowanie dobrego pierwszego wrażenia, to może się okazać bardzo wartościowy.
Po pierwsze wytknął błędne nastawienie młodych ludzi, które swoją drogą moim zdaniem nie jest ich winą, a jedynie odzwierciedla głęboko zakorzenione w nas podejście. Choć unikam spraw ogólnopaństwowych, to tutaj są właściwym przykładem. Problemem w nas jest choćby „polskość”. O ile w domu może być różnie – temat postrzegany bardziej modernistycznie, bardziej konserwatywnie, lub nie poruszany w ogóle, o tyle szkoła nas kształtuje w określony sposób. Polskość występuje jako rozpamiętywanie. Pławimy się w dawnych sukcesach, lub górnolotnie wałkujemy odwieczną martyrologię narodu. Uzyskujemy dzięki temu szacunek do ojczyzny i jakąś względną wiedzę historyczną. Zapomina się jednak o kształtowaniu nas przyszłościowym. I tu pan filozof K. słusznie zauważa, że „nasza mentalność jest zorientowana na przeszłość¸ zamiast na przyszłość”. Wiemy, że ważne jest jak walczyli o wolność, jak cierpieli, co tworzyli, jakie daty powinniśmy upamiętniać należycie. Wszystko jasne. Pomija się natomiast kwestię naszej roli w społeczeństwie. To musimy sobie już jakoś wyważyć sami. Uświadomić sobie, że to my jesteśmy teraz „polskością”, a rozpamiętywanie dawnych czynów nie rozwija nas w najmniejszym stopniu. Posiadanie ideałów to jedno, ale właściwe wykorzystanie ich wpływu to już zupełnie co innego. Rzadko mówiono nam, że jesteśmy ważni, że jesteśmy przyszłością, że mamy siłę, że to my będziemy tworzyć nowości i rozwijać to, co pozostawili przodkowie. Fakt faktem gdzieś tam się przewinęła mickiewiczowska „Oda do młodości”, ale ogrom narodowych cierpień przykrył ją na tyle, że zostało z niej jedynie: „Młodości, Ty nad poziomy wzlatuj. Adam Mickiewicz, koniec cytatu.”. Trzeba nauczyć się patrzeć szerzej. Inną sprawą jest, że jako ludzka rasa lubimy rozpamiętywać i kiedy już brakuje nam sił, zwyczajnie zaczynamy żyć przeszłością, stąd zapewne przykład Pana K. : „Dziadek mówi do Babci: ‘Pamiętasz wczasy w Chorwacji 30 lat temu?! Łuuuhuu! Ach, to było!’ A teraz zostaje mu tylko serial. Ogląda go i ryczy. ”. Tyle tylko, że dla nas nie wszystko stracone. Jesteśmy młodzi, jeszcze wiele można, co Pan K. potwierdza w słowach: „Nie wierzcie tym, którzy wam mówią, że wielkie ideały nie są do pogodzenia z codziennym życiem. Nie bójcie się marzyć! Porzućcie zdrowy rozsądek – dwudziestolatkom z nim nie do twarzy. Póki jesteście młodzi, póki macie siły, buntujcie się!” Może to banał, ale naprawdę - wystarczy chcieć. A propos marnowania życia przypomina mi się tu jeszcze cytat z książki Andrzeja Poniedzielskiego i Magdy Umer, a brzmi on tak: „Różnimy się też wszyscy zainteresowaniem pytaniem – na ile tego życia nie przegapić. Jeden wyznaje filozofię ZEŃ – czyli „mam życie i korzystam zeń”. Inny gotów jest swój żywot streścić –
Żyłem, żyłem
Żyłem
Żyłem
Miałem już
Życiu – rzucić się na szyję
Patrzę – a ja już nie żyję”. Poniedzielskiego uwielbiam za te brutalne prawdy ubrane w żarty. Myślę, że powinniśmy być zwolennikami pierwszej filozofii. Po prostu korzystać z życia tu i teraz.
Duże kontrowersje wzbudziło w czasie wykładu nakłanianie przez Pana K. do zerwania z dawnym życiem. Radzi całkowicie nie oglądać się w przeszłość (mówi tu o sytuacji pójścia na studia): ”zerwać dawne przyjaźnie, rozstać się z tymi ludźmi, zrobić pauzę”. Na głosy sprzeciwu stwierdził, że oczywiście jeżeli ktoś kogoś bardzo lubi, to on do niczego nie zmusza, ale, że radzi kategorycznie skończyć z tym, co było. Zerwać przyjaźnie "powołując się na niego" - żartuje. Niczym się nie przejmować, mamy teraz inne zadania. Mamy wokół siebie bardzo dużo zupełnie nowych ludzi, z którymi warto nawiązać kontakt, co dawne znajomości utrudniają. Korzystać z życia właśnie teraz, bo potem już nie będzie okazji. Nie myśleć, że będzie się szaleć po studiach, bo: „znajdziemy sobie męża albo żonę i będziemy mieć tylko ją/jego. Teraz koło nas siedzi co najmniej pięć takich osób”. Żarty jak wiadomo żartami, ale jest w nich pewne przesłanie. Faktycznie mamy teraz duże możliwości i wbrew pozorom dużo czasu. Głupio z tego należycie nie korzystać, bo często później mamy sami do siebie żal, albo też żal do innych, Pan K. ironizuje: „Nie udało się życie. Kto winny? Komuniści, pederaści, rowerzyści... Co bardziej wyrafinowani, nawet łączą, mówiąc, że winni są pederaści na rowerach.”. W rzeczywistości żal będziemy mogli mieć tylko do siebie. Jeśli chcemy czegoś spróbować, czegoś się nauczyć, coś odkryć – teraz jest na to najlepszy czas. Nie można odkładać. Teraz siejemy, później nie będzie na to szansy. Przyjdzie czas na zbiory. Więc, znów cytując Pana K.: ”Patrzcie wokół – jest się przeciwko czemu buntować. Zacznijcie od siebie – zrewidujcie dotychczasowe przyzwyczajenia, przewietrzcie głowy, znajdźcie w sobie odwagę, podnieście poprzeczkę. A potem dalej – spójrzcie z kim przestajecie, jak spędzacie wolny czas, co czytacie co oglądacie.”. Musimy sami kreować siebie, nie iść za tłumem, nie bać się działać inaczej niż wszyscy, robić coś na swój sposób.
Pozostaje obiecana kwestia brydża, a więc Pan K.: „Niedawno zapytałem studentów, kto z nich gra w brydża. Okazało się, że zaledwie kilku. Łza się w oku kręci na myśl o czasach, kiedy znajomość tej szlachetnej gry była wyznacznikiem przynależności do elity”. Chciałam tylko powiedzieć, że z tym brydżem ostatnio, to ja nie wiedziałam! Tak czy inaczej, pasuje do kontekstu. Miałam rację – tnijcie w brydżyka! Bądźcie elitą!
Jak widać Pan K. mnie trochę podkusił do grubszych wywodów, ale też jakoś tak pozytywnie nastroił. Dlatego też się tym dzielę. Może obudzi to w kimś życiową energię. Życzę miłego wieczoru!
Polecam w przypadku kiedy pan od socjologii zamknie drzwi na klucz.
Choć polecam też bez okazji - na zimę taką jak nasza.
W odpowiedzi na ostatni komentarz - wiersz, zamieszczam odpowiedź na komentarz - też wiersz:
***
Często po dogodnym spaniu,
kiedy myśli świeże błądzą,
zmieniam zdanie o ufaniu
- inne prawa już nim rządzą.
Znów zaufać? - strach się budzi,
a tu ciągle życiem życie.
Wielu jest na świecie ludzi -
wniosek prosty, mianowicie:
Winien wiedzieć nawet berbeć,
że niż w sobie się zadufać,
czasem lepiej mocno cierpieć,
ale mimo wszystko ufać.
Ten przyjaciel twój miniony,
co narobił dziur w twym niebie,
musi zostać zastąpiony
kimś kto zszyje je dla ciebie
Jeśli zaś prosi o litość -
ta prośba musi coś znaczyć.
Potęgą nie jest bezwzględność.
Potęga, to umieć wybaczyć.

Każdy zasługuje na daną szanse
OdpowiedzUsuńAle nie rzucanie zaufania na prawo i lewo
Nie z każdym warto mieć romanse
Bo można później walić głową o drzewo
Nie każdy godzien poznać Nasze sekrety
Ktoś może na obce listy być skrzynką
Nie każdy godzien wejść do sercowej karety
Ktoś może miastową być katarynką
Czasu wymaga schodów zaufania budowa
A przyjaźń ma swoje głębokości stopnie
Budulcem jest wspólna cisza i rozmowa
Bez fundamentów życie Cię w dupę kopnie
Zaufanie sypkie niczym sylwestrowe konfetti
Zaufanie kruche niczym wyschnięty chleb
Idę zrobić sobie spaghetti
Idę palnąć sobie w łeb...
Ja bardzo lubię czytać Twojego bloga, jednakże biała czcionka na czarnym tle strasznie mnie męczy (sprawy okulistyczne...) można to zmienić? Pozdrawiam gorąco z mojego mocno zaśnieżonego Śląska :*
OdpowiedzUsuńNa życzenie - trochę tu pozmieniałam ;) Mam nadzieję, że teraz czyta się lepiej. Dziękuję za pozdrowienia z, zapewne równie zaśnieżonego, Dolnego Śląska :*
Usuń