Wracałam do domu w bardzo bliskiej, acz nieprzyjemnej,
styczności z panem o nieprzeciętnym zapachu. Zastanawiałam się nawet przez
chwilę czy nie zwrócić pierogów pochłoniętych niewiele wcześniej w
barze słonecznym, ale byłam zbyt zmęczona żeby cokolwiek przeforsować w tej
sprawie. Ostatecznie pierogi zostały ze mną, pan na szczęście nie. Pewien stary
znajomy buntuje się, że chce rysunki. Zobaczę co da się zrobić. Czytałam dziś w
ogóle o buncie. W mojej burżujskiej uniwersyteckiej, nówce nie ścmganej,
otwartej miesiąc temu bibliotece. Jest tak burżujska, że nawet nie
można wypożyczać większości książek. Te z literkami A B i te z czerwoną
naklejką są tylko do wglądu tam przy stoliku. Zostają te z W, na które się nie
natknęłam. Ale i tak miałam przyjemne popołudnie. Dowiedziałam się m.in., że: „trzeba
znaleźć rację w sobie, jeśli nie można jej znaleźć nigdzie indziej”. Od Alberta
Camus się dowiedziałam. Jeszcze parę innych rzeczy mi podsunął. Jutro może
znowu pogadamy. Zacytuję jeszcze coś mądrego później, jeśli się uda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz